niedziela, 21 grudnia 2014

Nie oglądaj tego. Filmy warte..omijania je szerokim łukiem.

Obecnie jak na wzorowego pracownika przystało: 
wracam o zmroku do domu, 
zapalam świeczki, 
wstawiam wodę na herbatę, 
zmywam makijaż, 
robię herbatę, 
wracam do łazienki, 
szybki prysznic (nawet kupiłam sobie żel z balsamem, żeby zaoszczędzić czas), 
wskakuję w piżamkę, 
zabieram po drodze laptopa i kubek z zimną już herbatą (prosząc mego lubego, żeby nastawił wodę i zalał mi czekoladę) 
i... wskakuję do łóżka.

Serio tak wyglądają moje dni na tygodniu. Mój ukochany po jakimś czasie (jak mu się jeszcze raz przypomnę) przychodzi do mnie z gorącą czekoladą i czymś do przegryzienia- tak już zauważyłam jak pięknie się zaokrąglam, ale cóż!

I co ja tak w tym łóżku robię? Nadrabiam wszystkie filmy jak leci.
Dziś postanowiłam się podzielić z Wami tymi, które szczerze odradzam. Tak serio serio odradzam. W mojej ocenie na filmwebie dostały 1, mniej się nie dało...

Moja lista (alfabetycznie):

1. Głupia i głupsza.


Fabuła:
Kiedy dwie dziewczyny zostają niesłusznie wzięte za płatne zabójczynie, mordercy zlecają im zadanie pozbycia się szefa chińskiej mafii. 
Ogólna ocena filmweb: 3,7/10

Podejrzewam, że te wyższe noty są od fanów wyglądu Pameli.
Lubię lekkie komedie, szczególnie po ciężkim dniu w pracy- to nie jest lekka komedia- to żenująca próba komedii...

2. Jak się pozbyć cellulitu.


Fabuła:
Pełna niespodzianek komedia o kobiecej przyjaźni wystawionej na ekstremalną próbę.

Ogólna ocena filmweb: 4,9/10

Polskie kino od pewnego czasu zmienia się na lepsze. Wiele filmów uważam za wybitne. Ale... Nie przepadam za polskimi komediami, romantycznymi też. Zaczynając oglądać ten film nie miałam wielkich oczekiwań i nawet tych minimalnych nie spełnił.

3. Jak złamać 10 przykazań.





Fabuła:
Bardzo niegrzeczna grzeszna komedia o ludzkich potyczkach z boskimi przykazaniami.

Ogólna ocena filmweb: 4,6/10

Wiele osób jest zachwyconych tym filmem. Ja niestety dołączam do grupy, która zadaje pytanie: "ale o co chodzi??"

4. Klub niewiernych żon.


Fabuła:
Prześladowca zaczyna dręczyć trzy kobiety, które w celu urozmaicenia swoich małżeństw rozpoczynają kontrolowane romanse.

Ogólna ocena filmweb: 4,9/10

Oceniłam na 1, ale nie opiszę go. Powód banalny: nie obejrzałam go, już od początku zaczęłam go przewijać (może to błąd, bo nie miał szans na wciągnięcie mnie, ale na prawdę od początku mnie zraził do siebie).

5. Odwróceni zakochani.


Fabuła:
Historia dwojga kochanków, Adama i Eden, z dwóch różnych planet w alternatywnej rzeczywistości.

Ogólna ocena filmweb: 6,2/10

O co chodzi w tych filmach? Czemu one tak męczą widza. Hmm.. część widzów, bo po ocenie widzę, że sporo osób go polubiło.
Ja niestety nie do końca potrafiłam się z tymi postaciami zaprzyjaźnić. Starałam się, dla obsady, dla recenzji, dla ocen znajomych... Stanowcze NIE.

6. Poznaj mojego przyjaciela.




Ogólna ocena filmweb: 4,8/10

Film miał potencjał, scenariusz, aktorzy.. to wszystko przemawiało, że mój wieczór może zakończyć się miłym seansem. Wszystko nie tak. Szybko znalazłam inny film.

7. Weekend.



Fabuła:
Świat dużych pieniędzy, przebiegłych mafiozów, cwanych policjantów i przystojnych gangsterów, a w tym świecie: błyskotliwy Max (Małaszyński), jego narwany brat Gula (Lewandowski), zabójcza Majka (Socha), dwie tajemnicze walizki i hektolitry sztucznej krwi, których nie powstydziłby się mistrz Tarantino.

Ogólna ocena filmweb: 4,9/10

Nie chcę tego oceniać...

środa, 17 grudnia 2014

Doradca klienta- call center- rozmowa rekrutacyjna.

Jeszcze jedną rozmowę przedstawię Wam jaką pamiętam jeszcze z czasów moich studiów.

Większość studentów (odnoszę takie wrażenie) ma za sobą przygodę z call center ;) Część jest zadowolona- część szczerze przeklina to stanowisko.
Ale od początku....

Rozmowa na stanowisko doradcy klienta.

1. Na czym polegała praca:
przedłużanie umów, dosprzedaż produktów.. Dzwonienie- rozmawianie z osobami i szukanie lepszych ofert oraz nakłanianie do podpisania umowy na kolejne.

2. Kto był podczas rozmowy:
rozmowa odbywała się z jedną osobą rekrutującą. Pani potrzebowała na już pracowników- to jest często spotykane na tego typu stanowiskach- osoby szybko rezygnują. Dlatego też rozmowa długo nie trwała. Już od wstępnej rozmowy telefonicznej odnośnie umówienia spotkania miałam wrażenie, że Pani jest zdecydowana.

3. Przebieg rozmowy:
najpierw pani rekruter spytała mnie czy pracuję, jak mam zajęcia. Następnie w skrócie przedstawiła na czym polega praca. Ponownie spytała mnie czy jestem zainteresowana, gdy wyraziłam chęci do pracy Pani opowiedziała mi o warunkach umowy itp..


4. Moje rady podczas rozmowy na to stanowisko:
- ładny, schludny, niewyzywający ubiór;
- uśmiech od wejścia;
- miły głos, spokojny, ale nie nudzący;
- kilka osób opowiadało mi, że miało dodatkowe pytania (albo podczas rozmowy ze mną Pani nie miała czasu albo od razu wiedziała, że będę się nadawać ;) ). Mianowicie były pytania o radzenie sobie ze stresem, dużo było scenek: sprzedaż jakiejś rzeczy z biurka, trudny klient- niczego nie chce albo bardzo marudny albo niezdecydowany.
5. Efekt:
pracę dostałam. Pracowałam przez pewien czas.


Gdyby ktoś miał pytania odnośnie warunków pracy, moich wrażeń piszcie konkretne pytania będę odpisywać indywidualnie.

sobota, 13 grudnia 2014

Skąd ten fenomen Ojca Chrzestnego?

Tak, to o mnie krążą te legendy- człowiek, który nie widział jeszcze Ojca Chrzestnego.
Z racji braku innych pozycji do obejrzenia, postanowiłam wczoraj zapoznać się z tą pozycją.

Nie wiem właściwie czemu nie obejrzałam do tej pory tego filmu- czyste przeoczenie.



Przy wyborach filmów często kieruję się filmwebem. Ojciec Chrzestny jest na 3 miejscu topowej, światowej listy, ocenę ma dość wysoką 8,7/10. Co tu dużo mówić, trzeba obejrzeć.


Wiem, że film ma prawie 43 lata, ale nie jest to dla mnie ważne kryterium, bo na przykład troszkę młodszy Dirty Dancing jest dla mnie filmem najlepszym z najlepszych, zaraz za nim są jeszcze starsze od Ojca Ch.- Przeminęło z wiatrem albo My Fair Lady..

I chyba już w tym momencie można domyśleć się, że z Ojcem Chrzestnym się nie polubiliśmy. Moja TopList starych filmów troszkę odbiega od tematyki i obsady Ojca Chrzestnego...

Tak jak 'męskie filmy' kręcone po... 1980 potrafią skraść me serce, tak te wcześniejsze zupełnie mijają się z moimi gustami i nie jestem w stanie zrozumieć ani gry aktorskiej w takich filmach, ani sensu postępowania bohaterów, ani nawet sensu powstania tych filmów....

Niech ktoś mi wytłumaczy fenomen tego filmu?
Po 30 min filmu miałam już wyłączyć go, ale jedna myśl mnie powstrzymała przed tym- że kiedyś będę musiała wrócić do niego, żeby mieć czyste sumienie i żebym mogła go oceniać.
Dziękowałam w duchu, że oglądam go w zaciszu domowym z możliwością przewijania...

Ja wiem, że o grze Marlona Brando krążą legendy, ale dla mnie to jest bardzo, bardzo przerysowane? Czemu on tak gra?

Myślałam, że to film o takich męskich postaciach, gdzie rodzina jest na pierwszym miejscu, męskie przyjaźnie, Włochy, mamma... No i gdzie to? Momentami miałam wrażenie, że to podejście do tematu jest z przymrużeniem oka.

Obejrzałam ten film w nocy- więc moja opinia jest bardzo świeża i możliwe, że zbyt krytycznie do niego podchodzę, ale jedno wiem na pewno nie wrócę do niego, nie dostanie mojej drugiej szansy.

Mam nadzieję, że na mojej drodze spotkam osobę, która będzie pałała miłością do tego filmu i wytłumaczy mi za co ludzie go kochają...

Jako, że dużo przewijałam scen w tym filmie (kolejna wada- jak można zrobić prawie 3 godzinny film w tak nudny sposób!), gdy skończyłam go oglądać noc była jeszcze młoda i udało mi się obejrzeć jeszcze dwie podobne pozycje: Chłopców z ferajny i Człowieka z blizną.

Z chęcią opiszę również tamte filmy, między innymi dlatego, że są w podobnej tematyce i również znajdują się w czołówce filmwebu.

czwartek, 11 grudnia 2014

Przyduszona przez glade cosy apple & cinnamon

Święta u mnie w domu pełną parą.
Dziś postanowiłam podrasować jeszcze zapach w mieszkaniu- dyfuzory i świece to za mało :D

Skusiłam się na glade cosy apple & cinnamon. Tym bardziej, że była na niego promocja.



W okresie świątecznym uwielbiam to połączenie, wszelkie kawy i herbaty o tym smaku pochłaniam hektolitrami, zatem pomyślałam, że zapach unoszący się w powietrzu i na tkaninach w moim mieszkaniu to genialny pomysł!

Myliłam się.

To moja pierwsza przygoda z glade. Nie wiem czy to wina zapachu czy ta firma nie jest dla mnie? Raczej nie będę chciała się już przekonywać....
Pozostanę przy sprawdzonych formach odświeżania powietrza- dyfuzor i świece.


Rekruter zewnętrzny- rozmowa kwalifikacyjna.

Kolejną rozmową była rozmowa na stanowisko rekrutera zewnętrznego.

1. Na czym polegała praca:
prowadzenie wstępnych rekrutacji. We własnym zakresie miałam znaleźć osoby chętne na podjęcie konkretnej pracy. Następnie przeprowadzić z nimi rozmowę- poznać wstępnie osobę, ocenić czy ogólnie się może nadawać do danej pracy oraz przedstawienie podstawowych warunków pracy.

2. Kto był podczas rozmowy:
rozmowa odbywała się z jedną osobą rekrutującą. Natomiast była to rozmowa grupowa- były ze mną jeszcze trzy panie zainteresowane tym stanowiskiem.

3. Przebieg rozmowy:
najpierw pani rekruter przedstawiła nam warunki pracy, na czym ona polega, jakie są obowiązki;
pani była sympatyczna, odpowiadała wyczerpująco na pytania;
do nas miała tylko ogólne pytania, typu czym się zajmujemy, jakie sposoby rekrutacji znamy..
absolutnie nie było w tej rozmowie nic stresującego, osobiście uważam, że nie trzeba się zbytnio przygotowywać do rozmowy na tego typu stanowisko, lepiej iść bezstresowo.


4. Moje rady podczas rozmowy na to stanowisko:
- ładny, schludny, niewyzywający ubiór;
- uśmiech od wejścia;
- przygotować się ewentualnie tylko z tematu w jaki sposób można zdobyć kontakty z osobami zainteresowanymi pracą (internet, znajomi, rozmowy z przypadkowymi osobami, gazeta...)- otwartość, chęć rozmowy z drugą osobą. 

5. Efekt:
pracę dostałam. Pracowałam przez pewien czas.


Gdyby ktoś miał pytania odnośnie warunków pracy, moich wrażeń piszcie konkretne pytania będę odpisywać indywidualnie.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Promotorka marki- rozmowa kwalifikacyjna.

Zanim zacznę opowiadać o moich aktualnych rozmowach pomyślałam, że może opowiem kilka ciekawszych rozmów z mojej studenckiej, pracowniczej przygody ;)




Pierwsza rozmowa- na stanowisko promotorki marki.

1. Na czym polegała praca:
praca jako (potocznie zwana) hostessa. Promowanie marki.

2. Kto był podczas rozmowy:
rozmowa odbywała się z dwoma osobami.

3. Przebieg rozmowy:
rozmowa ogólna: o zainteresowaniach, wymienić swoje wady i zalety;
scenka do odegrania: sprzedać długopis. Mój rozmówca zadawał pytania typu: ale po co mi, nie taki, do czego może służyć..;
następnie konkrety: zostały przedstawione mi warunki pracy;
osoby, które ze mną rozmawiały były konkretne, pani bardzo sucho podchodziła do rozmowy starała się zachować duży dystans, pan był znacznie milszy i starał się prowadzić rozmowę w przyjacielskim tonie. Moim zdaniem było to specjalne zagranie- później ta pani okazała się sympatyczną osobą.

4. Moje rady podczas rozmowy na to stanowisko:
- ładny, schludny, niewyzywający ubiór;
- uśmiech od wejścia;
- otwartość, chęć rozmowy z drugą osobą. Jak wspominałam wyżej, odebrałam wrażenie, że liczyło się czy potrafi się nawiązać kontakt nie tylko z przyjazną osobą ale również bardziej oschłą.

5. Efekt:
pracę dostałam. Pracowałam przez pewien czas.


Gdyby ktoś miał pytania odnośnie warunków pracy, moich wrażeń piszcie konkretne pytania będę odpisywać indywidualnie.

wtorek, 2 grudnia 2014

Herbaty- Bieronkowy haul. Rozgrzej się.

Zrobiłam mini napad na Biedronkę, o którym chciałabym Wam opowiedzieć :)

Póki jestem osobą niepracującą (zawodowo), to uwielbiam te długie jesienno- zimowe wieczory. Ciepły kocyk, milutka piżamka, gazetka i gorąca herbata. Zdaję sobie sprawę, że niedługo nie będę miała tyle czasu na relaks, dlatego czerpię pełnymi garściami póki mogę :D




Zazwyczaj przed snem piję melisę albo zieloną herbatę, ale postanowiłam sobie urozmaicić te chwile różnymi smakami i tak oto na mojej półce zagościły takie herbatki:




Oczywiście już wszystkie wypróbowałam i mam pierwsze opinie, chociaż niewykluczone, że po dłuższym piciu tych herbat zmienię zdanie ;)
Postaram się opisać w kilku słowach każdą z nich.





Klasyk, który zagości na długo w mojej półce.
Trochę nieufnie podchodzę do herbat typu zielona, czerwona w saszetkach. Wydawało mi się zawsze, że to najgorsza z możliwości. Zmieniam zdanie.
Herbata ta jest bardzo aromatyczna, smak grejpfruta nie jest dominujący. Zapach dopiero zaczyna się unosić po zaparzeniu.
Polecam!




Jestem oooogromną fanką mięty. Gdyby nie jej właściwości wysuszające piłabym ją kilka razy dziennie.
Zapach delikatny, podobnie jak powyżej dopiero po zaparzeniu staje się intensywniejszy.
Dodatkowy smak jabłka nie przeszkadza. Wolę samą miętę, ale do tego miksu czasami będę wracać.


Teraz seria ROZGRZEJ SIĘ.
Brzmi obiecująco ;)
Wspólny mianownik herbat: aromat.
Silny, unosi się w powietrzy nawet przed zaparzeniem. Cytryna, pomarańcza zupełnie mi nie przeszkadza, ale ta śliwka jest dość irytująca. ( Nie przepadam za zapachem śliwki, dlatego to moja subiektywna ocena.)

Kolejny wspólny mianownik herbat: smak.
Herbatki, tak jak się domyślałam mają dość płytki smak. Nadrabiają zapachem. Smak to raczej taka zabarwiona woda. Jako taki przerywnik w ciągu dnia na pewno fajna sprawa. Urozmaicą dzień, jednak na wieczory ja lubię takie ciężkie, smakowe herbaty. Hmmm.. nie wiem jak to wytłumaczyć.

Ps. Postaram się doczytać, jak mogę obrócić zdjęcia i to poprawię. Chyba, że ktoś z Was może od razu mi pomóc? Zaproszę na herbatkę :)






Śliwka, figa, imbir, cynamon. Rozgrzewa to fakt. Przyjemny smak, chociaż mnie jest ciężko, bo tę śliwkę czuć. Herbatę zostawię dla gości lubujących się w takich smakach.




Pomarańcza, cynamon, goździk. Moja ulubiona z tej serii. Wszystko ze sobą super współgra. Zimą będę się nią delektować- to pewne.




Na koniec została cytryna, imbir, miód. Takie zestawy to często sama sobie robię, do herbaty dodaję plaster cytryny, imbir częściej w proszku i łyżeczkę miodu. Pyyyychota. Ta gotowa wersja, tak jak wyżej wspominałam dla mnie ma zbyt wodnisty smak. Jednak stanowczy plus dla mniej, że często zdarza się u mnie, że któregoś z powyższych składników zapomnę dokupić. A to taka gotowa szybka wersja. Na pewno skuszę się kiedyś jeszcze na nią. Jako taka awaryjna herbatka- super!



piątek, 28 listopada 2014

Poszukiwania pracy.

"Do pracy rodacy!"

Studia zakończone, zasłużone i przedłużone wakacje już pora zakończyć. Pora na szukanie pracy...



Oj długo odkładałam tę myśl!
Może dlatego, że sama nie wiem czego chcę. Tytuł licencjata mam z kierunku ścisłego, magistra natomiast z administracji. No bezpieczniejszej kombinacji nie mogłam sobie wymyślić. Nadaję się do wszystkiego (czyli do niczego).

Pora wybrać się na rozmowy kwalifikacyjne, nie mam sprecyzowanej ścieżki zawodowej, więc moje CV złożyłam w kilu, zupełnie różnych miejscach.
Zobaczymy co wyniknie...

Pomyślałam, że moje przygody opiszę również tutaj, ponieważ sama często przed pójściem na rozmowę googluję jakie mogą paść pytania, na co zwrócić uwagę. Może komuś, kiedyś pomogę :)

Póki co trzymajcie kciuki.

niedziela, 23 listopada 2014

The Walking Dead- serial, który nie skradł mojego serca

Ostatnio się jeszcze bardziej rozleniwiłam i odłożyłam książki w kąt, a odkurzyłam seriale.
Teraz poszedł w ruch The Walking Dead. Mój luby go wyszperał- ja o nim nie słyszałam, mimo iż to światowy wręcz Must Have ;) Niestety ja zazwyczaj mam odmienny gust od tego światowego. Postaram się kiedyś opisać moją przygodę z House of Cards albo Breaking Bad.

Troszkę sceptycznie podeszłam do tego serialu, ale miałam do wyboru to albo Game of Thrones. Padło na




Co tu dużo o nim mówić. Na samym filmwebie opisany jest tak:
Świat opanowały zombie. Grupka ocalałych szuka bezpiecznego schronienia. 
Ja nic więcej do fabuły nie mam do dodania. Obecnie zaczynam trzeci sezon. To znaczy nie wiem czy skuszę się  na dalsze oglądanie, bo nie wciągnął mnie na tyle. Może po jakimś czasie jeszcze mu dam szansę. Te odcinki dwóch sezonów obejrzałam na zasadzie:
początek  oglądam, jak się kończy scena poprzedniego odcinka;
idę zrobić coś do picia;
przewijam, przewijam, przewijam...;
oglądam koniec, bo tam zazwyczaj coś się dzieje takiego, co zachęca do obejrzenia następnego odcinka.

Trochę to dla mnie za mało. Fabuła bardzo płytka. Jeśli już się pojawia jakiś poboczny wątek, to niestety jest albo mało interesujący, albo szybko się kończy.
Mnie nie do końca bawi oglądanie serialu, gdzie w odcinkach chodzi właściwie tylko o zabijanie zambie.



Dla mnie sceny z zombie są... hmmm... śmieszne. Takie zupełnie oderwane od rzeczywistości, a jestem pewna, że to nie tak miało wyglądać.


behind the scenes

Oczywiście film zrobiony na wysokim poziomie, efekty, gra aktorska itp bez zarzutu jak dla mnie.
Mnie nie przekonała fabuła. Gdy trafiam na dobry serial, to wręcz zapominam o całym świecie i oglądam maksymalną liczbę odcinków na raz, albo wracam do tego serialu po raz n-ty. Ten niestety nie jest według mnie dobry.

Mnie tematyka zombie nie przeszkadza, tylko musi być fajnie opisana. Wiecie co?! To już bardziej wciągnęły mnie wampiry z Blade ;)

Spróbuję jeszcze tę Grę o Tron, ale moje uczucia są podobne.....


środa, 19 listopada 2014

Moje sprzątanie z Mr Magic.

Czy wy też macie takie sprzątaniowe zrywy?
U mnie w domu nie panuje sterylna czystość, daleko mi do perfekcyjnej pani domu.. Chociaż nie ukrywam, że chciałabym być taką idealną panią domu, co to nie wpuszcza żadnego kurzu, wszystkie rzeczy ma kolorystycznie, pod linijkę ułożone, robi piękne kompozycje (np. kwiatowe), wygląda schludnie, a w domu unosi się zapach prania i pysznego ciasta.

Ok, zejdźmy na ziemię.
Dziś oto nastał dzień sprzątania- gruntowego.
Uwielbiam ułatwiać sobie życie, od kilku miesięcy stosuję nawilżone chusteczki do kurzu.
Dzięki nim wyeliminowałam często brzydko pachnące ścierki, maczanie rąk w wodzie, w której się płucze te ścierki, dylematy czy ta ścierka jeszcze się nada czy już należy ją wyrzucić.
Natomiast zyskałam pięknie pachnące ściereczki, które zostawiają zapach na meblach, od razu pozbywam się zużytych, jestem zadowolona i częściej ścieram kurze.

Do tej pory zużyłam jedno opakowanie tych chusteczek. Bardzo ubolewam, bo nie zapamiętałam jakiej marki- muszę poszukać w sklepach, może wizualnie je poznam.
Starczyły mi na bardzo długo, były mega nawilżone i jak nie zapuściłam mieszkania, to dwie chusteczki wystarczały na doczyszczenie mojego mieszkanka.

Oj! miałam pisać o sprzątaniu, ale chyba powstanie recenzja chusteczek :D Bo bardzo się zezłościłam koniec końców podczas tego sprzątania.

Jakiś tydzień może temu była promocja w Biedronce na te chusteczki- dwupak po 80 chusteczek za 9,99zł.



Cena bardzo atrakcyjna, więc musiałam skorzystać z tej promocji. Miałam zrobić sobie nawet zapasy, a co! Ale ktoś czuwał nade mną.




Zapach piękny, to fakt. Ale nie utrzymuje się nawet chwili. Jedynie utrzymuje się na dłoniach- miłe :)
Są bardzo cienkie. Jedną chusteczką można umyć małą powierzchnie. Są mało nawilżone. Kulkują kurz, przez co więcej się denerwuję przy sprzątaniu.

Oj nie jestem zadowolona, oj nie!
Ktoś z Was też się skusił? Może przesadzam?

Do czego by je tu można było wykorzystać? hm.. Spróbuję umyć buty, może przy myciu okien przetrę framugi na koniec... hmm..



Sprzątanie na szczęście już skończyłam, teraz mogę wygodnie zasiąść z herbatą i książką w dłoni i delektować się otaczającym mnie porządkiem =)

Miłego dnia!

poniedziałek, 17 listopada 2014

Mokate Choco dream- a Ty jak sobie radzisz z jesienią?

Znów jesienny nastrój mnie próbuje dopaść.
Dodatkowo jutro dość ciężki dzień przede mną i moim lubym- oboje mamy ciężkie rozmowy... W związku z tym udałam się do sklepu w poszukiwaniu poprawiacza humoru ;)

Tym razem padło na gorącą czekoladę. Postanowiłam wzmocnić działanie czekolady poprzez dodatkowe składniki.
Jeszcze nigdy nie miałam do czynienie z taką mieszanką: czekolada, wiśnia, chilli... hmmm...




Właśnie usiadłam spokojnie do YouTubowych filmików i zaparzyłam czekoladę. Zapach unosi się typowej czekolady. Nuta wiśni jest tak delikatna, że ja do końca jej nie czuję :D Natomiast chilli, mmm.... rozpływam się. Takie połączenie jest idealne! Skradło moje serce w pełni :) Aż liczba emotikonek wzrosła w mojej wypowiedzi :D

Na tyle to chilli jest delikatne, że nie irytuje po kilku łykach, ale też jest wyraźne, pozostawia miłe uczucie na podniebieniu...
Ach chwilo trwaj!
Obiecałam sobie jutro wracając do domu zrobić zapas tego leku na jesienne niehumory. Już chcę jutrzejszy wieczór- ja, czekolada i chilli :D

Życzę Wam spokojnej nocy i czekoladowych snów :)

niedziela, 16 listopada 2014

Wszystkie wcielenia Tary- serial na sesję

Pierwsze podejście do tego serialu miałam jakieś 4 lata temu. Koleżanka przyniosła mi pierwsze odcinki z wielkim entuzjazmem: "musisz obejrzeć".

Wiele filmów, wykonawców, seriali, książek.. tak mi zareklamowała i stały się moimi topowymi pozycjami. Niestety tym razem nie trafiła. Przewinęłam kilka odcinków i stanowczo powiedziałam NIE!






Pewnego dnia przyszła pora na pisanie magisterki, a że nic nowego nie wpadło mi w ręce, wszystko obejrzane... no cóż.. z braku laku ;)
Wszystkie wcielenia Tary były dostępne na VOD, to był kolejny argument 'za'.


I przepadłam.

Przy ostatnim odcinku sprawdzałam czy aby na pewno to ostatni. Później googlowałam, może w planach są nowe. Wielka była moja rozpacz gdy ostatecznie potwierdziło się: to koniec :(

Możliwe, że mój zachwyt w wielkim stopniu był podsycony przez sytuację. Gdy student ma coś zrobić na uczelnię, to i sprzątanie wydaje się mega atrakcyjną czynnością, która nie może czekać. Pewnie to znacie :)


Nie będę na moim blogu opisywać dokładnie kto, gdzie, kiedy. Najlepiej, żebyście sami sięgnęli do opisywanej przeze mnie pozycji i wyrobili swoją opinię. Ewentualnie nie będę konkurować z opisami producentów, filmwebu ;) Wszelkie potrzebne informacje są na wyciągnięcie ręki.

Ja mogę powiedzieć, że ten serial warto obejrzeć. Możliwe, że trzeba dorosnąć do tego serialu..
Według mnie sezony szybko mijają i wciąga fabuła. Trzeba przebrnąć przez pierwsze odcinki i nie przewijać ich- tylko zapoznać się z problemami i uczuciami bohaterów.

To mój pierwszy serial/film o takiej tematyce. Mnie pochłonęło! Lubię takie psychologiczne problemy bohaterów, zapoznawanie się z psychiką ludzką. Dodatkowo wszelkie wydarzenia ładnie owite są w codzienne problemy. Małżeństwo, rodzeństwo, dzieci, nastolatkowie, zdrady, homoseksualizm, miłość, zazdrość, niepokój... W tym serialu jest pełen wachlarz uczuć.


Samo to, że Wszystkie wcielenia Tary zdobyły takie nagrody jak:
Złoty Glob (aktorka)
Emmy (aktorka)
Emmy (czołówka)
Emmy (obsada)

Niedługo zbliża się sesja... Polecam :)


czwartek, 13 listopada 2014

Wymiana, sprzedaż.

Potrzeba matką wynalazków :)

Z racji tego, iż w naszych biblioteczkach czasami pojawiają się niechciane/ nietrafione pozycje, a ktoś inny może chcieć się zapoznać z nią, pomyślałam: wymiany :D
Będę umieszczać tu (aktualizować na bieżąco) listę książek, z czasem może i gazet, które najchętniej bym wymieniła.

Gdyby ktoś był zainteresowany kupnem, będę podawać orientacyjną cenę.

Proszę piszcie do mnie jeśli jesteście zainteresowani i macie jakieś książki do zaproponowania.


1. Gra, rozrywka i próżna ozdoba.



Wymienię na cokolwiek, również na czasopisma.
Cena 5zł


środa, 12 listopada 2014

Gra, rozrywka i próżna ozdoba. Recenzja.

Gra, rozrywka i próżna ozdoba. James Salter.


Nie wiem od czego zacząć...

Chyba od tego co mi się w tej pozycji podobało. Mianowicie: NIC.
Dawno tak słabej książki nie czytałam. Swego czasu natrafiłam na "Jak przeżyć w fantastycznonaukowym wszechświecie". Książkę tę długo męczyłam i sama przy niej przeżywałam  niewyobrażalne koszmary. Ale historia przekazywana w niej była minimalnie ciekawiej przedstawiana niż ta w opisywanej przeze mnie teraz pozycji.

"Gra..." jest chyba typowo francuską pozycją. Mnóstwo opisów, powolna akcja, błędy w tłumaczeniu, postaci mdłe.
Niestety nie jestem w stanie nawet małego pozytywu w niej wskazać.

Strasznie nie lubię w książkach długich i co najważniejsze zbędnych, nic nie wnoszących opisów. Chyba ten wstręt został mi po szkole ;) Autor chce chyba wprowadzić czytelnika w taki francuski klimat, pokazać uroki miasteczek, wiosek, społeczności artystów, namiętnej i kontrowersyjnej miłości.. ale dla mnie te opisy są okropne. Muszę przyznać się, że większość omijałam.

Już po kilkunastu stronach książki miałam ją odłożyć, ale tak bardzo chciałam napisać jej recenzję, że zmusiłam się do dobrnięcia do końca.




Autor te okropne (dla mnie opisy) przeplata erotycznymi opisami miłości dwojga młodych ludzi. Czytając tę książkę w komunikacji miejskiej nie raz czerwieniłam się w nadziei, że nikt za mną nie "współczyta" ze mną tych fragmentów. Do mnie takie sceny nie przemawiają w tego typu książce. Tu bym spodziewała się czegoś delikatniejszego, milej opisanego. Zamysł ogólnie jest dobry. Ja widzę to tak, że autor chciał przeciwstawić sobie delikatne dnie ze zwierzęcymi nocami. Brzmi wyśmienicie- wyszło okropnie.

Jestem bardzo zawiedziona tą pozycją. Mam nadzieję, że jednak znajdą się osoby, które lubią tego typu styl pisania.

Ja chętnie tę książkę odsprzedam albo wymienię :D 
Chętnych proszę o wiadomość :)



wtorek, 4 listopada 2014

"Bogowie" Kot jako Religa


"Polak Polakowi nawet klęski zazdrości.."



Ja co prawda już dawno po seansie, lecz dopiero dziś postanowiłam napisać kilka słów o filmie "Bogowie".
Wydaje mi się, że jest to dobry pomysł- akurat jak już emocje opadły.

O filmie podejrzewam, że praktycznie wszyscy słyszeli. Większość osób, z tych które słyszały o filmie pewnie już są po seansie..
Zachwytom nie ma końca. Podpisuję się obiema rękoma pod tymi recenzjami.

Polskie kino w końcu osiągnęło poziom, że widz ogląda z przyjemnością przedstawianą mu historię.
Ja szerokim łukiem omijałam polskie produkcje. Na tę zdecydowałam się, ponieważ (wstyd się przyznać) historię p. Religi nie znałam. Wiedziałam, że ktoś taki był i czym się mniej więcej zajmował. Dlatego postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym ;)
Nie zawiodłam się na filmie. Rola p. Kota wyśmienita, z resztą pozostali aktorzy według mnie też świetnie wcielili się w swoje postacie. Praktycznie same (dla mnie) nieznane twarze, co było ogromnym atutem filmu.
Teksty to kolejny plus tego filmu.
Film dopracowany w najdrobniejszych szczegółach.
To nie jest z pewnością ostatni polski film na który się wybrałam.
Już na oku mam kilka następnych tytułów.


Jednak tak jak wspomniałam- nie znałam przed filmem historii p. Religi. Wydaje mi się, że to to spowodowało, że jednak delikatny minus mogę postawić tej produkcji.
Pierwszy, to jak dla mnie film został w złym momencie ucięty. Pozostawia coś więcej niż niedosyt.
Drugi, to nie do końca zgadzam się (hmmm...) z kilkoma przedstawionymi faktami. Jak na film, który jest biograficzny, to według mnie takie rzeczy nie powinny mieć miejsca.
W związku z powyższym już zaopatrzyłam się w książkę i wyszperałam kilka publikacji na temat p. Religi. Chciałabym to sprawdzić w kilku źródłach.
Niestety póki co muszą poczekać w kolejce....


A czy Wy już jesteście po filmie? Jak Wasze odczucia?

czwartek, 30 października 2014

Jesienne przyjemności.

Cześć kochani!

Szukam sposobu na przetrwanie tej jesieni. Ktoś coś wie?

Niestety okazało się, że nie mogę zapaść w sen jesienno-zimowy, brutalnie zostałam zwleczona z ciepłego, miękkiego, pachnącego, przytulnego łóżka........
Kto wymyślił te dwie pory roku?

Jesień ślicznie wygląda na zdjęciach na instagramie, no i w parku.
Zima powinna się zaczynać świętami Bożego Narodzenia i nimi kończyć.


Dziś, gdy kończyłam zakupy i wychodziłam już z centrum wyrosła mi nagle wysepka z herbatami i kawami...


Co miałam zrobić? Muszę wspierać młodych przedsiębiorców :)

Jako, że zapas kaw mam jakby zbliżała się stuletnia wojna ( i tylko chyba od liczby kaw zależało czy przeżyjemy- ja uratuję śmiało całą rodzinę, no i może jakby doliczyć te rozpuszczalne to kilku sąsiadów też może czuć się bezpiecznie....) zdecydowałam się na herbatki.


Ogromnie byłam niepocieszona (pierwszy raz miałam ochotę poradzić się, porozmawiać, poużalać się pani sprzedającej- one zawsze zagadują, są miłe uśmiechnięte i sprawiają wrażenie jakby na prawdę interesowały się losami swoich klientów. Ja czuję, że przygoda z tym punktem w centrum nie zakończy się na jednorazowym spotkaniu. Dlatego też chciałam się zaprzyjaźnić z panią, z którą będę miała do czynienia...), że ta młoda dama nie była zainteresowana rozmową ze mną.

Smętnie więc obeszłam wysepkę i zdecydowałam się na:
herbatę korzenną i francuskie winogrona.
Mam nadzieję, że to będzie to! Chociaż kilka wieczorów umilą mi czytanie książek.

Jako, że wszelkie moje kubki są już przesiąknięte zapachem, smakiem kawy, musiałam (tak kochanie, musiałam!) kupić nowe..



Taki duży już wybór kubków świątecznych, ale to nie to! Ja chcę zapomnieć wieczorami, że zbliża się czas, że obudzę się i za oknem zobaczę śnieg.
Z pomocą przybiegł mi Empik. Wspaniałe wiosenne kolory, ach!
Jako, że dbam i o samopoczucie mojej miłości to i jemu dostał się kubeczek (no ok, może nie do końca tak było- nie mogłam się zdecydować, ale lepiej brzmi pierwsza wersja ;) ciiii ).

A jak u Was? Asortyment jesienny już gotowy? A może lubicie jesień???

niedziela, 26 października 2014

Tort weselny- szybko poszło.

Cześć!
Pamiętaliście przestawić zegarki? ;)

Ja już od dawna funkcjonuję na czasie zimowym, więc tej zmiany zbytnio nie odczułam.
W poprzednim poście zastanawiałam się od której książki zacząć i wybór padł na:
Tort weselny- Blandine Le Callet.



Z notki na tyłach książki możemy się dowiedzieć, że Blandine urodziła się w 1969r, studiowała w Lyonie, pracowała jako wykładowca łaciny.
Tort weselny opublikowała w 2006r.
Drugą powieść Ballada o Lili K. opublikowana została w 2010r. i jestem przekonana, że po nią sięgnę, jak tylko spotkam ją na półce.






Nie dziwi mnie, że książka ta spotkała się ze wspaniałym przyjęciem zarówno przez czytelników, jak i krytyków.
Dla mnie to idealna książka na jesienne wieczory (no może trochę zbyt szumnie powiedziane, bo mnie zajęła ona tylko dwa wieczory). Uwielbiam książki, których się nie czyta- a pochłania.
Nawet nie chciało mi się wstawać z tapczanu, żeby dolać sobie wody do herbaty. Przewracałam tylko kartki i z każdą następną jeszcze bardziej odpływałam w weselny świat...


"Odważna, dowcipna, krytyczna powieść, w której autorka obnaża konwencjonalne podejście do ceremonii ślubnej, niepotrzebną pompę i zadęcie."

Uczestniczymy w weselu Vincenta i Berengere, podczas którego poznajemy przekrój osobowości obecnych na zaślubinach gości.

Pierwszej przyglądamy się Paulinie.
Dzięki tej dziewczynce możemy spojrzeć oczami dziecka na tę uroczystość. Kto tylko miał okazję jako dziecko uczestniczyć w weselu podejrzewam, że podobne rozterki przeżywał. Pauline dodatkowo pełni bardzo ważną rolę podczas wesele. Jak sobie z tym poradzi?

Kolejną postacią jest Bertrand.
Ksiądz prowadzący uroczystość. Duchowny ten zostaje wystawiony na ciężką próbę. Mam podejrzenie, że raczej mało kto z nas zastanawiał się jak takie wydarzenia wyglądają ze strony księdza. Duchowni są takimi cichymi uczestnikami, którzy zwracają na siebie najmniej uwagi. Ale na pewno nie Bertrand...

Madaleine jest kluczową według mnie postacią w tej powieści.
Kobieta dzięki, której czytelnik doświadczyć będzie mógł pełnej gamy emocji. Nie ma co o niej pisać, trzeba poznać jej historię z książki. Ta postać namiesza w życiu wielu uczestników wesela.

Helene natomiast przedstawia typową matkę, która musi ogarnąć całą swoją rodzinę.
Nie jest to łatwe zajęcie. Dzieci, mąż, rodzina zebrana na uroczystości, zmęczenie i te wszystkie przygody, które dzieci z taką łatwością przyciągają.

Marie najbarwniejsza postać. A może raczej czarna owca?
Im bardziej się stara, tym gorszy jest efekt. A gdyby tak dziś zapomnieć o wszystkich wkoło i zająć się tylko sobą? Czy Marie na pewno podejmie właściwe kroki?

Kolejna osoba, to Jean-Philippe.
Według mnie ma za sobą wspaniałą historię miłosną. Większość kobiet marzy o takich przeżyciach.
Natomiast to co się działo na weselu, cała sytuacja przy stole przy którym siedział- muszę to jeszcze raz przeczytać i przeanalizować, bo chyba czegoś tu nie rozumiem....

Przyszła i pora na poznanie pana młodego.
Vincent dużo przeszedł odkąd natknął się na swoją przyszłą żonę. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak tę całą uroczystość mogą widzieć panowie. Przygotowania, odpowiedzialność, spotkania rodzinne, stare miłości...

Teraz postać amatna- Damiena.
Jestem przekonana, że podczas wesel zawsze znajdzie się taki pan, który ma jasno określony cel na całą tę uroczystość. Raz może bardziej konkretny niż Damien, a raz mniej. Ale w większości rodzin moim zdaniem znajdzie się taki pomysłowy młodzieniec.

Przekrój osobowości kończy Berengere.
To jest jak dla mnie przełomowy moment książki, który sprawia, że w czytelniku buzują emocje, łzy cisną się do oczu i prosimy, żeby kartek przybywało, żeby nie kończyła się ta książka, żeby trwała i trwała i trwała.......

piątek, 24 października 2014

Jesienny haul książkowy.

Oj zimno się zrobiło. To już bardziej czuć zimę, niż jesień.

Dla mnie wieczory zarówno te jesienne, jak i zimowe wyglądają podobnie.
Ciemno, zimno. Ja pod moim ukochanym kocem z kubkiem kawy/grzańca albo kieliszkiem wina w dłoni. W tle delikatnie słychać muzykę, a ja odpływam w świat aktualnie czytanej książki.

Pomimo, iż nie są to moje ulubione pory roku, nie narzekam.
Dziś szybko udałam się do księgarni oraz pobliskiego kiermaszu i uzupełniłam braki na półkach.
Szybko z torbą pełną książek wróciłam do domu, bo dałam się zwieść słońcu za oknem i wyszłam w spódnicy (SZALONA).



Czy któryś z tytułów coś Wam mówi?
Od której książki powinnam zacząć?
Mam ochotę na ten tort weselny, tak apetycznie brzmi....




Uciekam zalać kubek z kawą i wracam wzbogacona o maseczkę na twarzy pod kocyk.
Książki same się nie przeczytają ;)

środa, 22 października 2014

Witam!

Cześć wszystkim!

Mam na imię Kasia.

Jestem szczęśliwie zakochana. Nie wiem komu pomogłam w tamtym wcieleniu, że mi go zesłał. Gdyby nie ta różnica charakterów, byłoby idealnie. 

Mam najwspanialszą rodzinę pod słońcem. W jednej minucie potrafią wkur... i rozbawić do łez. Możecie spytać jak? Sama tego nie wiem.

Los sprzyja mi na każdym kroku. Jakim cudem wszystko kończy się zawsze dobrze?

Jest jedno małe, malutkie, maluteńkie ale... jestem leniwą osobą.
I oto ogłaszam wszem i wobec walkę z tą przeokropną cechą.



Dziękuję, że tu zajrzałaś dobra duszyczko.
Będzie mi ogromnie miło jak nawet od czasu do czasu dasz znać, na przykład w postaci komentarza, że tu byłaś.




Zapraszam Cię w tę podróż razem ze mną.





Wszystkie zdjęcia (o ile nie napiszę inaczej) są wykonane przeze mnie.