piątek, 28 listopada 2014

Poszukiwania pracy.

"Do pracy rodacy!"

Studia zakończone, zasłużone i przedłużone wakacje już pora zakończyć. Pora na szukanie pracy...



Oj długo odkładałam tę myśl!
Może dlatego, że sama nie wiem czego chcę. Tytuł licencjata mam z kierunku ścisłego, magistra natomiast z administracji. No bezpieczniejszej kombinacji nie mogłam sobie wymyślić. Nadaję się do wszystkiego (czyli do niczego).

Pora wybrać się na rozmowy kwalifikacyjne, nie mam sprecyzowanej ścieżki zawodowej, więc moje CV złożyłam w kilu, zupełnie różnych miejscach.
Zobaczymy co wyniknie...

Pomyślałam, że moje przygody opiszę również tutaj, ponieważ sama często przed pójściem na rozmowę googluję jakie mogą paść pytania, na co zwrócić uwagę. Może komuś, kiedyś pomogę :)

Póki co trzymajcie kciuki.

niedziela, 23 listopada 2014

The Walking Dead- serial, który nie skradł mojego serca

Ostatnio się jeszcze bardziej rozleniwiłam i odłożyłam książki w kąt, a odkurzyłam seriale.
Teraz poszedł w ruch The Walking Dead. Mój luby go wyszperał- ja o nim nie słyszałam, mimo iż to światowy wręcz Must Have ;) Niestety ja zazwyczaj mam odmienny gust od tego światowego. Postaram się kiedyś opisać moją przygodę z House of Cards albo Breaking Bad.

Troszkę sceptycznie podeszłam do tego serialu, ale miałam do wyboru to albo Game of Thrones. Padło na




Co tu dużo o nim mówić. Na samym filmwebie opisany jest tak:
Świat opanowały zombie. Grupka ocalałych szuka bezpiecznego schronienia. 
Ja nic więcej do fabuły nie mam do dodania. Obecnie zaczynam trzeci sezon. To znaczy nie wiem czy skuszę się  na dalsze oglądanie, bo nie wciągnął mnie na tyle. Może po jakimś czasie jeszcze mu dam szansę. Te odcinki dwóch sezonów obejrzałam na zasadzie:
początek  oglądam, jak się kończy scena poprzedniego odcinka;
idę zrobić coś do picia;
przewijam, przewijam, przewijam...;
oglądam koniec, bo tam zazwyczaj coś się dzieje takiego, co zachęca do obejrzenia następnego odcinka.

Trochę to dla mnie za mało. Fabuła bardzo płytka. Jeśli już się pojawia jakiś poboczny wątek, to niestety jest albo mało interesujący, albo szybko się kończy.
Mnie nie do końca bawi oglądanie serialu, gdzie w odcinkach chodzi właściwie tylko o zabijanie zambie.



Dla mnie sceny z zombie są... hmmm... śmieszne. Takie zupełnie oderwane od rzeczywistości, a jestem pewna, że to nie tak miało wyglądać.


behind the scenes

Oczywiście film zrobiony na wysokim poziomie, efekty, gra aktorska itp bez zarzutu jak dla mnie.
Mnie nie przekonała fabuła. Gdy trafiam na dobry serial, to wręcz zapominam o całym świecie i oglądam maksymalną liczbę odcinków na raz, albo wracam do tego serialu po raz n-ty. Ten niestety nie jest według mnie dobry.

Mnie tematyka zombie nie przeszkadza, tylko musi być fajnie opisana. Wiecie co?! To już bardziej wciągnęły mnie wampiry z Blade ;)

Spróbuję jeszcze tę Grę o Tron, ale moje uczucia są podobne.....


środa, 19 listopada 2014

Moje sprzątanie z Mr Magic.

Czy wy też macie takie sprzątaniowe zrywy?
U mnie w domu nie panuje sterylna czystość, daleko mi do perfekcyjnej pani domu.. Chociaż nie ukrywam, że chciałabym być taką idealną panią domu, co to nie wpuszcza żadnego kurzu, wszystkie rzeczy ma kolorystycznie, pod linijkę ułożone, robi piękne kompozycje (np. kwiatowe), wygląda schludnie, a w domu unosi się zapach prania i pysznego ciasta.

Ok, zejdźmy na ziemię.
Dziś oto nastał dzień sprzątania- gruntowego.
Uwielbiam ułatwiać sobie życie, od kilku miesięcy stosuję nawilżone chusteczki do kurzu.
Dzięki nim wyeliminowałam często brzydko pachnące ścierki, maczanie rąk w wodzie, w której się płucze te ścierki, dylematy czy ta ścierka jeszcze się nada czy już należy ją wyrzucić.
Natomiast zyskałam pięknie pachnące ściereczki, które zostawiają zapach na meblach, od razu pozbywam się zużytych, jestem zadowolona i częściej ścieram kurze.

Do tej pory zużyłam jedno opakowanie tych chusteczek. Bardzo ubolewam, bo nie zapamiętałam jakiej marki- muszę poszukać w sklepach, może wizualnie je poznam.
Starczyły mi na bardzo długo, były mega nawilżone i jak nie zapuściłam mieszkania, to dwie chusteczki wystarczały na doczyszczenie mojego mieszkanka.

Oj! miałam pisać o sprzątaniu, ale chyba powstanie recenzja chusteczek :D Bo bardzo się zezłościłam koniec końców podczas tego sprzątania.

Jakiś tydzień może temu była promocja w Biedronce na te chusteczki- dwupak po 80 chusteczek za 9,99zł.



Cena bardzo atrakcyjna, więc musiałam skorzystać z tej promocji. Miałam zrobić sobie nawet zapasy, a co! Ale ktoś czuwał nade mną.




Zapach piękny, to fakt. Ale nie utrzymuje się nawet chwili. Jedynie utrzymuje się na dłoniach- miłe :)
Są bardzo cienkie. Jedną chusteczką można umyć małą powierzchnie. Są mało nawilżone. Kulkują kurz, przez co więcej się denerwuję przy sprzątaniu.

Oj nie jestem zadowolona, oj nie!
Ktoś z Was też się skusił? Może przesadzam?

Do czego by je tu można było wykorzystać? hm.. Spróbuję umyć buty, może przy myciu okien przetrę framugi na koniec... hmm..



Sprzątanie na szczęście już skończyłam, teraz mogę wygodnie zasiąść z herbatą i książką w dłoni i delektować się otaczającym mnie porządkiem =)

Miłego dnia!

poniedziałek, 17 listopada 2014

Mokate Choco dream- a Ty jak sobie radzisz z jesienią?

Znów jesienny nastrój mnie próbuje dopaść.
Dodatkowo jutro dość ciężki dzień przede mną i moim lubym- oboje mamy ciężkie rozmowy... W związku z tym udałam się do sklepu w poszukiwaniu poprawiacza humoru ;)

Tym razem padło na gorącą czekoladę. Postanowiłam wzmocnić działanie czekolady poprzez dodatkowe składniki.
Jeszcze nigdy nie miałam do czynienie z taką mieszanką: czekolada, wiśnia, chilli... hmmm...




Właśnie usiadłam spokojnie do YouTubowych filmików i zaparzyłam czekoladę. Zapach unosi się typowej czekolady. Nuta wiśni jest tak delikatna, że ja do końca jej nie czuję :D Natomiast chilli, mmm.... rozpływam się. Takie połączenie jest idealne! Skradło moje serce w pełni :) Aż liczba emotikonek wzrosła w mojej wypowiedzi :D

Na tyle to chilli jest delikatne, że nie irytuje po kilku łykach, ale też jest wyraźne, pozostawia miłe uczucie na podniebieniu...
Ach chwilo trwaj!
Obiecałam sobie jutro wracając do domu zrobić zapas tego leku na jesienne niehumory. Już chcę jutrzejszy wieczór- ja, czekolada i chilli :D

Życzę Wam spokojnej nocy i czekoladowych snów :)

niedziela, 16 listopada 2014

Wszystkie wcielenia Tary- serial na sesję

Pierwsze podejście do tego serialu miałam jakieś 4 lata temu. Koleżanka przyniosła mi pierwsze odcinki z wielkim entuzjazmem: "musisz obejrzeć".

Wiele filmów, wykonawców, seriali, książek.. tak mi zareklamowała i stały się moimi topowymi pozycjami. Niestety tym razem nie trafiła. Przewinęłam kilka odcinków i stanowczo powiedziałam NIE!






Pewnego dnia przyszła pora na pisanie magisterki, a że nic nowego nie wpadło mi w ręce, wszystko obejrzane... no cóż.. z braku laku ;)
Wszystkie wcielenia Tary były dostępne na VOD, to był kolejny argument 'za'.


I przepadłam.

Przy ostatnim odcinku sprawdzałam czy aby na pewno to ostatni. Później googlowałam, może w planach są nowe. Wielka była moja rozpacz gdy ostatecznie potwierdziło się: to koniec :(

Możliwe, że mój zachwyt w wielkim stopniu był podsycony przez sytuację. Gdy student ma coś zrobić na uczelnię, to i sprzątanie wydaje się mega atrakcyjną czynnością, która nie może czekać. Pewnie to znacie :)


Nie będę na moim blogu opisywać dokładnie kto, gdzie, kiedy. Najlepiej, żebyście sami sięgnęli do opisywanej przeze mnie pozycji i wyrobili swoją opinię. Ewentualnie nie będę konkurować z opisami producentów, filmwebu ;) Wszelkie potrzebne informacje są na wyciągnięcie ręki.

Ja mogę powiedzieć, że ten serial warto obejrzeć. Możliwe, że trzeba dorosnąć do tego serialu..
Według mnie sezony szybko mijają i wciąga fabuła. Trzeba przebrnąć przez pierwsze odcinki i nie przewijać ich- tylko zapoznać się z problemami i uczuciami bohaterów.

To mój pierwszy serial/film o takiej tematyce. Mnie pochłonęło! Lubię takie psychologiczne problemy bohaterów, zapoznawanie się z psychiką ludzką. Dodatkowo wszelkie wydarzenia ładnie owite są w codzienne problemy. Małżeństwo, rodzeństwo, dzieci, nastolatkowie, zdrady, homoseksualizm, miłość, zazdrość, niepokój... W tym serialu jest pełen wachlarz uczuć.


Samo to, że Wszystkie wcielenia Tary zdobyły takie nagrody jak:
Złoty Glob (aktorka)
Emmy (aktorka)
Emmy (czołówka)
Emmy (obsada)

Niedługo zbliża się sesja... Polecam :)


czwartek, 13 listopada 2014

Wymiana, sprzedaż.

Potrzeba matką wynalazków :)

Z racji tego, iż w naszych biblioteczkach czasami pojawiają się niechciane/ nietrafione pozycje, a ktoś inny może chcieć się zapoznać z nią, pomyślałam: wymiany :D
Będę umieszczać tu (aktualizować na bieżąco) listę książek, z czasem może i gazet, które najchętniej bym wymieniła.

Gdyby ktoś był zainteresowany kupnem, będę podawać orientacyjną cenę.

Proszę piszcie do mnie jeśli jesteście zainteresowani i macie jakieś książki do zaproponowania.


1. Gra, rozrywka i próżna ozdoba.



Wymienię na cokolwiek, również na czasopisma.
Cena 5zł


środa, 12 listopada 2014

Gra, rozrywka i próżna ozdoba. Recenzja.

Gra, rozrywka i próżna ozdoba. James Salter.


Nie wiem od czego zacząć...

Chyba od tego co mi się w tej pozycji podobało. Mianowicie: NIC.
Dawno tak słabej książki nie czytałam. Swego czasu natrafiłam na "Jak przeżyć w fantastycznonaukowym wszechświecie". Książkę tę długo męczyłam i sama przy niej przeżywałam  niewyobrażalne koszmary. Ale historia przekazywana w niej była minimalnie ciekawiej przedstawiana niż ta w opisywanej przeze mnie teraz pozycji.

"Gra..." jest chyba typowo francuską pozycją. Mnóstwo opisów, powolna akcja, błędy w tłumaczeniu, postaci mdłe.
Niestety nie jestem w stanie nawet małego pozytywu w niej wskazać.

Strasznie nie lubię w książkach długich i co najważniejsze zbędnych, nic nie wnoszących opisów. Chyba ten wstręt został mi po szkole ;) Autor chce chyba wprowadzić czytelnika w taki francuski klimat, pokazać uroki miasteczek, wiosek, społeczności artystów, namiętnej i kontrowersyjnej miłości.. ale dla mnie te opisy są okropne. Muszę przyznać się, że większość omijałam.

Już po kilkunastu stronach książki miałam ją odłożyć, ale tak bardzo chciałam napisać jej recenzję, że zmusiłam się do dobrnięcia do końca.




Autor te okropne (dla mnie opisy) przeplata erotycznymi opisami miłości dwojga młodych ludzi. Czytając tę książkę w komunikacji miejskiej nie raz czerwieniłam się w nadziei, że nikt za mną nie "współczyta" ze mną tych fragmentów. Do mnie takie sceny nie przemawiają w tego typu książce. Tu bym spodziewała się czegoś delikatniejszego, milej opisanego. Zamysł ogólnie jest dobry. Ja widzę to tak, że autor chciał przeciwstawić sobie delikatne dnie ze zwierzęcymi nocami. Brzmi wyśmienicie- wyszło okropnie.

Jestem bardzo zawiedziona tą pozycją. Mam nadzieję, że jednak znajdą się osoby, które lubią tego typu styl pisania.

Ja chętnie tę książkę odsprzedam albo wymienię :D 
Chętnych proszę o wiadomość :)



wtorek, 4 listopada 2014

"Bogowie" Kot jako Religa


"Polak Polakowi nawet klęski zazdrości.."



Ja co prawda już dawno po seansie, lecz dopiero dziś postanowiłam napisać kilka słów o filmie "Bogowie".
Wydaje mi się, że jest to dobry pomysł- akurat jak już emocje opadły.

O filmie podejrzewam, że praktycznie wszyscy słyszeli. Większość osób, z tych które słyszały o filmie pewnie już są po seansie..
Zachwytom nie ma końca. Podpisuję się obiema rękoma pod tymi recenzjami.

Polskie kino w końcu osiągnęło poziom, że widz ogląda z przyjemnością przedstawianą mu historię.
Ja szerokim łukiem omijałam polskie produkcje. Na tę zdecydowałam się, ponieważ (wstyd się przyznać) historię p. Religi nie znałam. Wiedziałam, że ktoś taki był i czym się mniej więcej zajmował. Dlatego postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym ;)
Nie zawiodłam się na filmie. Rola p. Kota wyśmienita, z resztą pozostali aktorzy według mnie też świetnie wcielili się w swoje postacie. Praktycznie same (dla mnie) nieznane twarze, co było ogromnym atutem filmu.
Teksty to kolejny plus tego filmu.
Film dopracowany w najdrobniejszych szczegółach.
To nie jest z pewnością ostatni polski film na który się wybrałam.
Już na oku mam kilka następnych tytułów.


Jednak tak jak wspomniałam- nie znałam przed filmem historii p. Religi. Wydaje mi się, że to to spowodowało, że jednak delikatny minus mogę postawić tej produkcji.
Pierwszy, to jak dla mnie film został w złym momencie ucięty. Pozostawia coś więcej niż niedosyt.
Drugi, to nie do końca zgadzam się (hmmm...) z kilkoma przedstawionymi faktami. Jak na film, który jest biograficzny, to według mnie takie rzeczy nie powinny mieć miejsca.
W związku z powyższym już zaopatrzyłam się w książkę i wyszperałam kilka publikacji na temat p. Religi. Chciałabym to sprawdzić w kilku źródłach.
Niestety póki co muszą poczekać w kolejce....


A czy Wy już jesteście po filmie? Jak Wasze odczucia?